poniedziałek, 20 stycznia 2025

KRÓLOWA CIENI – ROZDZIAŁ 25

 

Pierwszy raz przytrafia mi się zaszczyt komentowania losów wiedźm. Mój entuzjazm z tego powodu najlepiej obrazuje fakt, że zamiast komentować, to wolałam sprzątać pleśń z zakamarków łazienki. Liczę jednak, że dowiozę choć w połowie ciekawą analizę jak Laptopcjusz.

Bez wątpienią, zią <3

Elide pracując w kuchni, planowała ucieczkę.

Wtedy weszła jedna z wiedźm.

Nie Manon, ale ta, którą nazywano Asterin, ze złotymi włosami i z oczami przypominającymi rozgwieżdżone niebo.

Nowe szaty zabójczyni: 212

Ta, z której z każdym oddechem emanowała dzikość.

Jej oddech musi pachnąć sosną.

Elide już dawno zauważyła, że wiedźma lubiła się uśmiechać, a czasami, gdy myślała, że nikt na nią nie patrzy, spoglądała daleko ku horyzontowi ze ściągniętą twarzą.

Ach no tak, bo wyrażanie jakichkolwiek pozytywnych emocji i bycie melancholijnym jest taaaakie złe u tych patusiar.

Tajemnice. Asterin była pełna tajemnic. Tajemnice zaś sprawiały, że ludzie stawali się śmiertelnie niebezpieczni.

A istoty magiczne są od tego wolne?

Dziewczyna pochyliła głowę i zgarbiła się. W kuchni zapadła cisza, gdy wszyscy uświadomili sobie obecność Trzeciej.

I akurat randomy tak bardzo są świadomi hierarchii jakiś karyn.

Asterin podeszła zaś prosto do kucharza, który pobladł jak ściana. Na ogół był miłym człowiekiem o donośnym głosie, ale w głębi serca był tchórzem.

Jak wspomniała Laptopcjusz przy posłańcu – sama boisz się wiedźm, więc bądź bardziej wyrozumiała dla służby, która też się lęka.

– Pani Asterin – rzekł i ukłonił się, a w ślad za nim wszyscy pozostali, łącznie z Elide.

Wiedźma uśmiechnęła się. Dzięki bogom, ujrzeli jedynie białe, normalne zęby.

Bo jakby były pożółkłe, to by ludzie od ustalania dzisiejszych standardów piękna od razu wstawialiby te paskudne sztuczne zęby.

 


– Przyszło mi do głowy, że mogę pomóc w zmywaniu – oznajmiła.

Krew Elide zamieniła się w lód. Czuła, że wszyscy na nią patrzą.

– Jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni, pani, ale…

– Odrzucasz mą propozycję, śmiertelniczko?

Jak nie możemy traktować je jak dresiary, gdy każdemu, kto jej nie posłucha, sugeruje wpierdol?

Dziewczyna nie ośmieliła się odwrócić. Jej pomarszczone dłonie drżały, zanurzone w wodzie pełnej mydlin. Zacisnęła je w pięści. Strach był bezużyteczny. Strach mógł ściągnąć śmierć.

Wydaje mi się, że jeżeli nas wyposażono w odczuwanie strachu, to może się jednak przydać do przetrwania.

– N-n-nie. Oczywiście, pani. Będę wdzięczna za pomoc.

I na tym rozmowa się skończyła.

Do kuchni niebawem znów powróciły zgiełk i zamieszanie, choć głosy pozostały przyciszone. Wszyscy co rusz zerkali ku nim i czekali, aż wiecznie uśmiechnięta wiedźma rozszarpie Elide na kawałki bądź powie coś interesującego.

Nie liczyłabym na to, że ta karyna strzeli wykład na poziomie Neila deGrasse Tysona o fizyce.

Dziewczyna czuła każdy krok zbliżającej się wiedźmy, niespieszny, emanujący siłą.

Kiedy nie masz żadnego autorytetu, więc musisz nadrabiać krokiem.

– Ty myj. Ja będę wycierać – powiedziała Asterin.

Elide zerknęła na nią spomiędzy kosmyków zwisających włosów. Czarno-złote oczy wiedźmy migotały.

Nowe szaty zabójczyni: 213

– D-d-dziękuję – zmusiła się do jąkania.

Jak się okaże, Asterid oczywiście nie robi tego z dobroci serca albo kaprysu, bo tak kocha sprzątać. Szuka pretekstu, by pogadać z Elide na osobności. Dziwi mnie, że wiedźmy mają wstęp wolny do pomieszczeń dla służby i mogą od tak wypełniać nie swoje obowiązki. Ja wiem, że ludzie boją się wiedźm, ale dla mnie jest to co najmniej dziwne. Taki Vernon akurat ma władzę, by mógł zasugerować, by się odwaliły od jego służby.

Iskierki w oczach nieśmiertelnej istoty zaiskrzyły, jakby była coraz bardziej rozbawiona. Kiepski znak.

Kiepskim znakiem jest to, że w ogóle oddycha i analizatorzy muszą się z nią męczyć.

Mimo to Elide nie przerywała pracy i podawała Asterin kolejne talerze oraz garnki.

– Interesująca praca jak na córkę lorda – zauważyła wiedźma cichym głosem. Nikt z uwijających się w kuchni ludzi nie zwrócił uwagi na jej słowa.

I jest to dla mnie kolejny szok. Okej, znowu można zwalić na paraliżujący strach, ale nie mówcie mi, że nie byłoby nikogo, u którego bardziej przeważyłaby ciekawość. Jeżeli Asterid tak bardzo przyciągała uwagę swoim wejściem i obserwowano jej każdy krok, to musi także ich zainteresować tym, z kim i o czym gada. Nawet było zaznaczone, że służba kuchenna czekała, kiedy wiedźma się odezwie.

– Cieszę się, gdy mogę pomóc.

– Ten łańcuch mówi coś innego.

Dziewczyna nadal myła naczynia. Mocno trzymała szorowany właśnie garnek. Postanowiła, że wytrzyma jeszcze parę minut, a potem wymyśli jakąś wymówkę i ucieknie.

Biorąc pod uwagę, że nie mogła wcześniej wymsknąć się karynie, to teraz i ja powinszuję Elide posiadania jakiegoś instynktu samozachowawczemu.

– Nikt inny nie jest tu skuty jak niewolnik. Czyżbyś była tak niebezpieczna, Elide Lochan?

Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami. A więc to było przesłuchanie. Nic innego, tylko przesłuchanie. Manon nazwała ją szpiegiem, a więc jej przyboczna najwyraźniej postanowiła ustalić, jak wielkie zagrożenie stanowi służąca.

I robi to w tak subtelny sposób jak uderzenie z prawego sierpowego.

– Wiesz, ludzie zawsze nienawidzili i bali się – ciągnęła Asterin. – Rzadko się zdarzało, by którąś z nas złapali, ale gdy już im się to udawało… Och, wyczyniali z nami okropne rzeczy. Na Pustkowiach mieli takie maszyny do rozrywania nas na kawałki. Durnie, nigdy nie wpadli na to, że istnieje o wiele prostszy sposób, aby zadać nam ból i zmusić, byśmy żebrały o litość. Wystarczy nas skuć. – Spojrzała na nogi Elide. – Związać nas z ziemią.

– Przykro mi to słyszeć.

Wreszcie Maas coś dobrze oddała. Ja tak odpowiadam, jak chcę, by ktoś się ode mnie odwalił, a niestety tę drugą osobę nachodzi ochota na sprzedanie całej historii swojego życia. Wiem, że wiedźma próbuje jakoś nawiązać do trzymania Elide w łańcuchu, lecz jedynie co mi się ciśnie po opisie cierpień wiedźm to „A kto pytał?”.

Ja mam inne pytanie – „dziwi cię to?”. Wiedźmy przez wieki prześladują ludzi, polują na nich jak na zwierzęta, znęcają się nad nimi, uwodzą i później torturują mężczyzn. Są dosłowną kanalią, która sieje spustoszenie z czystej przyjemności. Gdybym była ludzką kobietą, która przez tę bandę patusiar straciła rodzinę, to w duchu pewnie cieszyłabym się, gdybym usłyszała, że udało się schwytać jedną z nich i zadano jej podobny ból, jaki ona wcześniej czyniła moim pobratymcom.

I nie ma jak znowu wyzywać ludzi od durni, gdy najprawdopodobniej nie o to chodziło w tej karze. Jakoś Elide funkcjonuje z łańcuchami, a takie rozrywanie ciała na kawałki mogło lepiej zadawać ból i paraliżować umysł.

Dwie kobiety, oskubujące kury z pierza, odsuwały włosy z uszu, by coś usłyszeć z ich rozmowy, ale Asterin umiała mówić cicho.

Czyli szeptem? Wow, niesamowicie trudna umiejętność.

– Ile ty masz lat? Piętnaście? Szesnaście?

– Osiemnaście.

– Jesteś drobna jak na swój wiek.

Wzrok, którym obrzuciła ją wiedźma, wzbudził niepokój w sercu Elide. Przez moment miała wrażenie, że Asterin jest w stanie spojrzeć przez nędzną suknię i dostrzec bandaże, którymi owijała klatkę piersiową, by spłaszczyć biust.

Czyli jeżeli nie ma dużego biustu jak Alinka albo Lysandra, to znaczy, że wygląda jak kidos. Czy ja czytam komentarz facecika z wykopu?

– Mogłaś mieć osiem lub dziewięć lat, gdy znikła magia.

Elide szorowała garnek. Postanowiła, że dokończy mycie i zniknie. Rozmowa o magii z tymi ludźmi, spośród których wielu z ochotą doniosłoby o wszystkim władcom tego okropnego miejsca, była kiepskim pomysłem. Jeszcze zaprowadzi ją to na szubienicę!

Co tylko świadczy o tym, jak dobra w small talku jest Asterid.

– Młode wiedźmy, które były wówczas w twoim wieku – ciągnęła przyboczna – nigdy nie posmakowały przyjemności latania. Moc pojawia się bowiem po pierwszym krwawieniu. Teraz mamy wywerny, ale to nie to samo, prawda?

– Skąd mam wiedzieć?

Go girl! Jako introwertyk uważam, że świetnie się kibicuje postaci, która próbuje odgonić gadułę, z którą nie ma się nic wspólnego.

Asterin przybliżyła się, trzymając żelazną patelnię w długich, zabójczych dłoniach.

– Ale twój wuj wie, prawda?

Dziewczyna skuliła się i zyskała kilka sekund, udając, że się zastanawia.

– Nie rozumiem.

– Nigdy dotąd nie słyszałaś, jak wiatr woła twe imię, Elide Lochan? Nigdy nie czułaś, jak cię chwyta i ciągnie? Nigdy nie wsłuchiwałaś się w jego śpiew i nie marzyłaś o tym, by polecieć w stronę horyzontu, ku innym krainom?

Czy Asterid to jeszcze wiedźma, czy próbuje wcisnąć garnki albo zaprosić Elide do sekty? Nawet naiwnego, by nie przekonała.

„Dzień dobry, czy chce pani porozmawiać o Bogini o Trzech Twarzach?”.

Dziewczyna przez większość życia była zamknięta w wieży, ale pamiętała kilka nocy, kiedy szalały dzikie burze… Wreszcie zdołała zetrzeć resztki przypalonego jedzenia z garnka i opłukać go. Oddała naczynie wiedźmie i wytarła dłonie w fartuch.

– Nie, moja pani. I nie widzę powodu, dla którego miałoby tak się dziać.

 


Nawet jeśli w głębi duszy marzyła o ucieczce. Chciała przecież umknąć na kraniec świata i na zawsze zapomnieć o tych ludziach. Nie miało to jednak żadnego związku z szeptem wiatru.

Czarne oczy Asterin wydawały się pożerać ją całą.

Nowe szaty zabójczyni: 214

– Powinnaś słyszeć ów wiatr, dziewczyno – powiedziała niezwykle cicho – bo każda, która ma krew Żelaznozębnych w żyłach, wyraźnie go słyszy. Dziwne, że matka nigdy ci o tym nie wspomniała. Nasze geny dziedziczone są po kądzieli.

Z każdym słowem Asterid to dla mnie Jehowa z ulicy. Niech się odwali od biednej dziewczyny :c

Krew wiedźm. Krew Żelaznozębnych w jej żyłach? W żyłach jej matki?

To przecież niemożliwe. Jej krew była czerwona, nie miała żelaznych szponów ani też kłów, a matka była taka sama jak ona. Jeśli Asterin wiedziała, co mówi, jej pokrewieństwo z wiedźmami było bardzo stare i już dawno zapomniane, ale…

– Matka umarła, gdy byłam dzieckiem – odparła i odwróciła się, żegnając się z kucharzem skinieniem głowy. – Nigdy mi nie opowiadała o niczym takim.

Opowiem wam żart. Czemu Lady Marion nie mogła wyprać ubrań?

Bo nie żyje.

– Szkoda – oznajmiła Asterin.

Wszyscy spoglądali na Elide, gdy kusztykała w stronę wyjścia. Ich zaskoczone, badawcze spojrzenia powiedziały jej wszystko – niczego nie słyszeli.

Rozumiem zgiełk kuchni i jakieś szepty, ale nikt nawet nie przyglądał się ruchom ich warg czy coś? Nie wierzę, że ci ciekawscy tak szybko odpuścili rozrywkę z powodu konfrontacji wiedźmy z człowiekiem.

Choć to jedno poszło po jej myśli.

Na bogów. Krew wiedźm.

Też bym się załamała, gdybym była spokrewniona z wiedźmami.

Elide próbuje sobie racjonalizować ostatnie zasłyszane informacje, ale ostatecznie dochodzi do wniosku, że Vernon na tyle dziwnie się zachowuje, że Astrid może mieć rację na temat jej pochodzenia. To sprawia, że nie może zostać dłużej, gdy prowadzone są eksperymenty na wiedźmach i najprawdopodobniej niedługo zostanie podsunięta Perringtonowi, by jej wuj wkupił się w jego łaski. Mając też informację o późnych dostawach, wyklucza także pomysł z początku rozdziału.

Mimo to Elide decyduje się na inny krok, by dalej nie być zależną od wiedźm i szybko się wydostać – postanawia je okraść, by kogoś przekupić. Trochę może dziwić wiara, że w lokacji pełnej złoli znajdzie się ktoś, kto będzie siedzieć cicho za parę groszy i jej pomoże za cenę zdrady, ale rozumiem desperację zestresowanej Elide. I tak podziwiam ją za przeprowadzone kalkulacje i za to, że nie od razu chce przyłączać się do wiedźm po jednej rozmowie. Niestety realizacja tego planu pozostawi wiele do życzenia:

Jej kostkę przeszył ból, gdy pognała w górę po schodach. Obiecała sobie, że nie weźmie całej sakiewki, ale zaledwie kilka monet z każdej, by Przywódczyni niczego nie zauważyła.

Na szczęście jej pokój był pusty, a sakiewki leżały wszędzie dookoła, rozrzucone z beztroską, na którą stać było jedynie nieśmiertelną istotę zainteresowaną wyłącznie rozlewem krwi.

Kocham te pociski po rozbudowanym charakterze tej grupy istot i ich głupocie.

Elide ostrożnie zabrała się za upychanie monet po kieszeniach, wśród bandaży na piersiach i w butach, by nie zabrzęczały podczas drogi.

Bandaże chyba nie są za dobrym nośnikiem pieniędzy.

– Odbiło ci?

Zamarła.

Asterin stała oparta o ścianę z rękami założonymi na piersi. Uśmiechała się, a jej żelazne, ostre kły połyskiwały w blasku popołudniowego słońca.

– Odważne, stuknięte biedactwo – oznajmiła, okrążając Elide. – Wygląda na to, że nie jesteś tak pokorna, jak udajesz, co?

Och, na bogów…

– Żeby próbować okraść Przywódczynię Skrzydła?

Wiemy, że imperatyw narracyjny popchnął Elide, by okradła akurat Manon i jej zgraję, lecz serio? Nie mogła wybrać jakieś podrzędnej wiedźmy, którą nikt by się nie przejął? Albo kogoś ze straży czy ze służby? Elide dobrze wiedziała, do czyjego pokoju wchodzi, to czemu akurat te siksy? Nawet jeżeli udałaby się kradzież, to dziewczyny od razu skojarzyłyby, że to sprawka Elide. A już miałam chwalić Maas, że wreszcie potrafi spiknąć postacie, które w innych warunkach zjadłyby się ze sobą. 

– Proszę – szepnęła dziewczyna. Może uda się ocalić życie błaganiem? – Proszę, ja muszę stąd uciec!

– Dlaczego? – spytała Asterin, patrząc na monety w rękach Elide.

– Słyszałam, co oni robią z Żółtonogimi. Mój wuj… Jeśli ja… Jeśli mam waszą krew w żyłach, wuj będzie chciał mnie wykorzystać! A ja nie mogę mu na to pozwolić…

– Chcesz uciec z powodu Vernona? Przynajmniej wiemy, że nie jesteś szpiegiem, wiedźmiątko. – Asterin się uśmiechnęła. Jej uśmiech był niemalże tak przerażający jak uśmiechy Manon. A więc to dlatego opowiedziała jej to wszystko. Zapędziła ją w kozi róg. Chciała się dowiedzieć, co pocznie Elide.

To było oczywiste. Niestety konieczna chęć połączenia Elide z wiedźmami wypaliła na moment mózg jedynej trzeźwo myślącej postaci.

– Nie nazywaj mnie tak – szepnęła dziewczyna.

– Czy to coś złego, że ktoś jest wiedźmą? – Asterin rozpostarła palce i przyglądała się swym żelaznym szponom w nikłym świetle.

Pomyślmy. Bycie brutalnym i brak posiadania hamulców przy uczuciu gniewu. Pogarda do całego świata, bo nawet innych wiedźm nie lubicie. Bycie skłóconym ze wszystkimi. Bycie w grupach, ale brak w tym sensownej współpracy. Okropne podejście do dzieci. Niski iloraz inteligencji. Nawet nie macie gustu do mody jak Alinka, bo Manon chodzi ciągle w tej okropnej pelerynie. Trochę tych powodów się znajdzie.

– Nie jestem nią.

– No to czym jesteś?

– Niczym. Jestem nikim. Niczym.

Asterin cmoknęła.

– Każdy jest czymś. Nawet najpodlejsza wiedźma ma swój sabat. A kto osłania twe plecy, Elide Lochan?

– Nikt.

Mogła liczyć tylko na Anneith, choć czasami sądziła, że i to jest jedynie wytworem jej wyobraźni.

– Nie istnieje ktoś taki jak samotna wiedźma.

Wizja trzymania się innych wiedźm jak toksycznej rodziny albo środowiska szkolnego/pracy, bo tak wypada, jest bardzo przekonującym argumentem.

– Nie jestem wiedźmą! – powtórzyła Elide. Kiedy ucieknie, gdy opuści to gnijące imperium, wreszcie stanie się nikim.

– Nie, to z całą pewnością nie jest jedna z nas – parsknęła stojąca na progu Manon. Jej złote oczy były zimne. – Gadaj. I to zaraz.

Nowe szaty zabójczyni: 215

I nagle mamy przeskok do Manon, której perspektywa poprzedza streszczenie dnia Manon przed akcją właściwą. Kto normalny takim gównem niszczy tempo akcji.

Zbędne cięcie: 122

Manon miała za sobą beznadziejny dzień, co było naprawdę symptomatyczne, zważywszy na to, że liczyła sobie ponad sto lat.

Patrząc, jak reaguje agresją na wszystko, to te beznadziejne dni ma codziennie.

Żółtonogie zostały przeniesione do podziemi twierdzy, do ogromnej komnaty wyrytej w skale. Przywódczyni zajrzała tam raz, ale to wystarczyło, aby wciągnęła powietrze głęboko w płuca i od razu zapragnęła stamtąd wyjść. Żółtonogie nie życzyły sobie jej obecności w chwili, gdy ludzie księcia rozcinali im brzuchy i wszywali kamienie we wnętrzności. Nie. Żadna Czarnodzioba nie powinna być świadkiem sytuacji, w której Żółtonogie były bezbronne. Być może przyszłoby jej do głowy, żeby je wszystkie wymordować.

A to nie jeden chuj z czyich rąk zginą? I tak i tak śmierć.

Udała się więc na trening, gdzie zmierzyła się z Sorrel w walce wręcz i poniosła sromotną porażkę.

 


Potem między jakimiś dwoma sabatami doszło do bójki.

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 218

E tam, normalny dzień u wiedźm. Dalej nie wiem, jak one wciąż trzymają się razem.

Masochistki.

Ledwie rozpędziła walczące wiedźmy, gdy doszło do kolejnej potyczki, a potem do jeszcze jednej. Wmieszały się w to nawet Błękitno-krwiste, które były poruszone bliskością Valgów i zasugerowały Czarnodziobym, że ich boskim obowiązkiem było nie tylko dać sobie wszyć ów kamień, ale również oddać się im fizycznie. Czarnodziobe w rezultacie połamały kilku spośród nich nosy.

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 219

I niby to siostrzaństwo ma zachęcić Elide do dołączenia do nich? XD

Manon nie winiła swoich sióstr, że postanowiły przerwać rozmowę w ten sposób, ale musiała wymierzyć obu grupom odpowiednie kary.

 


Biorąc pod uwagę, jak przemocowe okazywały się metody tej pani, to bardzo mi się skojarzyła z Manon stawiającą swoje podopieczne do kąta.

A teraz jeszcze to. Zastała w swej własnej komnacie Asterin i Elide. Służąca wpatrywała się w jej byłą przyboczną szeroko otwartymi oczami i cuchnęła strachem, a kuzynka najwyraźniej próbowała namówić dziewczynę, by ta się do nich przyłączyła.

– Gadaj! I to natychmiast.

Potrafiła opanować swój temperament, ale komnata – jej prywatna przestrzeń! – cuchnęła teraz ludzkim strachem.

Wydaje mi się, że toaleta po starym wali bardziej, a jakoś nie płaczę, tylko biorę w łapę aerozol. A jestem tylko nędznym śmiertelnikiem, a nie wiedźmą.

Asterin gada o tym, co już wiemy z tego rozdziału, to dla naszego i waszego spokoju wycinam.

– Gdzie tu przebiega granica? – spytała cicho Asterin.

– Ludzie są po to, by ich pożerać, kopulować z nimi i mordować ich. – Manon odsłoniła kły. – Nie potrzebujemy od nich pomocy. I co z tego, że ta tutaj ma w sobie krew wiedźmy? To odpadek. Za mało, by przygarnąć ją do sabatu.

Z drugiej strony mówiłyście, że nawet najgorsza wiedźma nie może działać solo. To w końcu jak – trzeba zasłużyć sobie na sabat czy wystarczy pochodzenie?

– Ruszyła w stronę byłej przybocznej. – Należysz do Trzynastki. Masz swoje zadania i obowiązki, a mimo to zajmujesz się takimi sprawami?

– Kazałaś mieć na nią oko. – Asterin nie cofnęła się. – Wypełniłam polecenie. Rozgryzłam jej tajemnicę. Jakkolwiek by na to patrzeć, to wiedźmiątko. Chcesz, by Vernon Lochan zawlókł ją do tamtej komnaty? Albo w góry?

Manon jak menedżer w korpo daje za dużo zadań z tyłka, a potem jest zdziwiona, że pracownik o nich pamięta i je wypełnia.

– Mam w dupie to, co Vernon robi ze swoimi ludzkimi zabawkami – parsknęła Manon, ale szybko zrozumiała, że te słowa źle zabrzmiały.

To wiedźmy myślą o konsekwencjach, tego co mówią?

 


– Przyprowadziłam ją tutaj, byś mogła…

– Przyprowadziłaś ją tutaj jako dar, żeby odzyskać pozycję.

Elide nadal kuliła się przy ścianie, próbując stać się niewidzialna. Manon strzeliła palcami w jej kierunku.

– Zaprowadzę cię do twego pokoju. Zatrzymaj pieniądze, jeśli chcesz. Moja była przyboczna dostanie całe piętro zafajdane wywernim gównem do wysprzątania.

– Manon… – zaczęła Asterin.

– Przywódczyni! – warknęła wiedźma. – Będziesz mogła zwracać się do mnie po imieniu, gdy wreszcie przestaniesz zachowywać się jak śmiertelna idiotka.

Jak ja nie cierpię osób, które próbują budować autorytet grożeniem i darciem ryja.

I wolę być głupim człowiekiem niż agresywną dresiarą.

– A mimo to przebywasz z wywerną, która wącha kwiatki i wdzięczy się do tej dziewczyny.

Nie od dziś wiadomo, że alter ego Maas mają przyzwolenie na bycie ogromnym hipokrytą.

Manon o mały włos jej nie uderzyła. Już miała rzucić się Asterin do gardła, ale służąca przyglądała się im i słuchała. Złapała ją więc za ramię i powlokła ku drzwiom.

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 220

Nie bez przyczyny zostawiłam większy fragment dialogu, by wam pokazać kolejny przykład, jak toksyczną organizacją jest sabat czarownic. Typiara dostaje karę za to, że wypełniła zadanie, które otrzymała od samej Manon. Fakt, popisała się w tym nadgorliwością, ale ostatecznie nie zrobiła nic takiego, by od raz dawać jej do sprzątania łajno, drzeć ryja i zakazywać jej odzywać się po imieniu. I czemu po byciu bezmyślnie posłusznym Asterin musi odzyskiwać pozycję. To ona na amen została skreślona? XD Już wcześniej chyba wykazała, że jest nienajgorszym przydupasem Manon.

I mamy kolejne przejście. Tym razem wracamy do Elide, ale ta jest z Manon. Był taki ogromny ustęp czasu, że znowu wlatuje punkt.

Zbędne cięcie: 123

Manon ciagnie Elide do jej pokoju. Ta druga kalkuluje, jak gadać do wiedźmy.

– Jeśli chcesz kogoś tu przekupić, na pewno cię wydadzą – powiedziała Manon po chwili. – Zachowaj pieniądze na później.

O tym mówiłam, ale nie sprawia to, że nagle Manon jest tytanem intelektu przy Elide.

Elide ukryła trzęsące się ręce i pokiwała głową. Wiedźma zerknęła na nią z ukosa. Jej złote oczy rozbłysły w blasku latarni.

Nowe szaty zabójczyni: 216

– A zresztą dokąd zamierzasz uciec, co? W promieniu wielu kilometrów nie ma nic! Twoją jedyną szansą byłoby wskoczyć na… – Manon przerwała i parsknęła. – Na wóz z zaopatrzeniem.

Wow, wpadła na to, co Elide, co za geniusz z niej.

Elide poczuła rozpacz.

– Proszę… Błagam, nie mów Vernonowi!

– Nie sądzisz, że gdyby Vernon chciał cię w ten sposób wykorzystać, zrobiłby to już dawno? No i po co niby zmusza cię, byś odgrywała rolę służącej?

Wiem, że Maas próbuje przedstawić Manon jako tę mądrzejszą z dwójki, by mogła mieć kolejne powody, by zostać mentorką Elide, ale tutaj nie zgadzam się z jej rozumowaniem. Na razie przeprowadza się testy na Żółtonogich, które mogą ich nie przeżyć. Po co poświęcać jedyną wiedźmę, gdy równie dobrze mogłaby od tego zginąć. A rola służącej to po prostu kolejna forma upokarzania, bo typ jest chujem jak każdy złol w uniwersum.

– Nie wiem. On lubi różne intrygi i gierki. Może czeka, aż jedna z was domyśli się, kim jestem.

To trochę nie miałoby sensu, bo jest szansa, że wiedźmy przygarną swoją.

O wilku mowa – Vernon pojawił się na horyzoncie.

Vernon miał na sobie tunikę w jaskrawej barwie – tym razem była to zieleń Terrasenu.

Bo wiecie, Taras jest dobry i tylko dobre postacie mogą nosić ich rodowe barwy!

Na widok Przywódczyni Skrzydła oraz Elide uniósł wysoko brwi.

– Czego tu szukasz? – parsknęła Manon, zatrzymując się przed niewielkimi drzwiami do pokoju dziewczyny.

– Chciałem oczywiście odwiedzić mą ukochaną siostrzenicę. – Vernon się uśmiechnął.

Był wyższy od wiedźmy, a mimo to wydawało się, że spoglądała na niego z góry. Sprawiała wrażenie większej i potężniejszej.

I niby to ma podkreślać dominację genetyczną Manon? Szczególnie, że Vernon zaraz nadrobi te braki.

Starszy Lochan wyjawia, że chciał sprawdzić, co u bratanicy.

– Nie mam w zwyczaju przymuszania służących do czegokolwiek!

– Wolisz zabijać ludzi jak świnie, zgadza się?

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA WYJAŚNIONA.

– Każdy otrzymuje taką śmierć, na jaką sobie zasłużył – odpowiedziała wiedźma z nietypowym dla siebie, szczególnym spokojem.

Fakt, spokoju u wiedźm to ze świecą szukać.

To oznacza, że z Alinką powinnaś dostać łamanie na kole?

Słysząc jej ton, Elide znów zadała sobie pytanie, czy nie powinna rzucić się do ucieczki.

Vernon zaśmiał się cicho. W niczym nie przypominał jej ojca, który był człowiekiem ciepłym, przystojnym i barczystym. Miał trzydzieści jeden lat, gdy został stracony przez króla. Wuj przyglądał się egzekucji z uśmiechem.

If you're evil and you know it clap your hands: 210

Oczywiście nawet te dziesięć lat temu musiał być bezwzględnym skurwielem.

– A więc sprzymierzyłaś się z wiedźmami? – Vernon zwrócił się do siostrzenicy. – To takie bezwzględne!

Pamiętam, jak rok temu, gdy czytałam ten tom, zaśmiałam się z siostrzenicy i wysyłałam Laptopcjuszowi. To jest koronny dowód na to, że polscy tłumacze nie sprawdzają logiki swoich tłumaczeń, fabuły dotychczasowych książek, a korekta nie istnieje. Wiem, że po angielsku istnieje jedno słówko na „siostrzenicę” i „bratanicę” (niece), ale w polskim są dwa i wypadałoby użyć właściwego, opierając się na kontekście. Nie trzeba nawet sprawdzać tomu trzeciego, gdy w tym Vernona zestawia się z dobrym ojcem Elide. Zaraz Vernon będzie gadał o rocznicy ścięcia WŁASNEGO BRATA. Za to Lady Marion w jednym rozdziale analizowanym przez mojego kamrata jest przedstawiana jako praczka znikąd.

Elide wbiła wzrok w ziemię.

– Nie mam przeciwko komu się sprzymierzać, wuju.

– Być może trzymałem cię zbyt długo w odosobnieniu, jeśli w to wierzysz.

Manon przechyliła głowę.

– Powiedz, o co ci chodzi, i zjeżdżaj stąd! – oznajmiła.

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 221

Typ jest gnojem, ale na razie nic nie zrobił takiego, by kazać spadać mu na bambus.

– Ostrożnie, Przywódczyni Skrzydła – rzekł Vernon. – Dobrze wiesz, w którym miejscu kończy się twoja władza.

 


Trzeba tym patusiarom robić taki daily reminder, bo mam wrażenie, że czują się jak u siebie.

– Dobrze też wiem, gdzie ugryźć. – Manon wzruszyła ramionami.

Ty akurat grozić nie umiesz. A może chodzi o dawkowanie gróźb?

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, udając, że odgryza niewidzialny kęs, ale jego rozbawienie przerodziło się w mroczny grymas, gdy znów zwrócił się do Elide.

– Chciałem sprawdzić, czy u ciebie wszystko gra. To był trudny dzień.

Serce dziewczyny zamarło. Czyżby ktoś powiedział mu o rozmowie z Asterin w kuchni? Czy w wieży był jakiś szpieg?

Nie trzeba szpiega, gdy wiedźma, która zwykle nie pomaga ludziom, wbija do kuchni pełnej ludzi.

– A niby dlaczego ten dzień miał być trudny, człowieku? – Spojrzenie Manon było zimne jak stal.

– To szczególna data dla członków rodziny Lochanów – rzekł Vernon. – Cal Lochan, mój brat, okazał się zdrajcą, jak zapewne wiesz. Przez kilka miesięcy dowodził buntownikami w Terrasenie po tym, jak władzę objął król, ale złapano go podobnie jak pozostałych i stracono. Niełatwo jest przeklinać jego imię i nadal za nim tęsknić, prawda, Elide?

Widzisz? Przed chwilą przetłumaczyłeś na BRATA, panie tłumaczu.

Aż sobie sprawdziłam profil tego pana na Lubimy czytać, żeby nigdy przypadkiem nie kupić czegoś, co przetłumaczył. Po tak karygodnej wpadce ani trochę nie ufam jego umiejętnościom.

Na Elide oczywiście ta szpileczka działa. Przyznam szczerze, że takie działania wywołują u mnie więcej emocji niż darcie ryja.

Opuściła głowę. Przestała cokolwiek udawać.

– Jesteś bezużyteczną gnidą, Vernon – oznajmiła Manon, nadal wpatrując się w Elide. – Idź wygadywać te bzdury gdzieś indziej.

Wiem, że Manon chce, by się Vernon odwalił, ale bawi mnie, że nagle pociśnięcie po rodzinie Elide wywołuje u niej jakieś emocje.

– Ciekawe – zadumał się mężczyzna, wpychając dłonie do kieszeni. – Ciekawe, co powiedziałaby twoja babka o takim… o takim zachowaniu?

Niestety nic, bo jak wiemy babki w tym uniwersum działają tylko wtedy, gdy Manon przypomni sobie o nich.

Odwrócił się i odszedł korytarzem, ścigany głuchym warknięciem Manon. Wiedźma otworzyła drzwi do pokoju Elide, w którym wystarczyło miejsca jedynie na łóżko i stertę ciuchów. Nie pozwolono jej zabrać niczego, żadnej z pamiątek, które Finnula zbierała przez lata – ani owej laleczki, którą mama przywiozła z wyprawy na Południowy Kontynent, ani pierścienia z pieczęcią należącego do ojca czy grzebienia z kości słoniowej jej matki, pierwszego podarunku, który Cal Lochan wręczył Marion Praczce, gdy się do niej zalecał.

Uważam, że to całkiem niezły opis, który podkreśla, że rozłączono Elidę z ostatnimi rzeczami, które pozostały po jej martwych starych. Jednak rozśmieszyła mnie ta Marion Praczka. Wyobraźcie sobie, że jakiś herold przedstawia ją tak na jakimś dworze. Coraz bardziej zastanawia mnie odwaga Cala Lochana, bo ja zapadłabym się ze wstydu na każdej uroczystości.

Niespodziewanie okazało się, że Marion Żelaznozębna byłoby lepszym przydomkiem.

Wszystko byłoby lepsze od Praczki.

Żelaznoznębna przywodzi mi na myśl kobietę z uzębieniem jak u jakiegoś zwierzęcia.

Ale wywołuje to grozę!

Chyba co najwyżej u dentystów…

Manon zatrzasnęła drzwi kopniakiem. Za ciasno! To pomieszczenie było zbyt ciasne dla dwóch osób, z których jedna liczyła sobie sto lat i zdobywała przestrzeń samym tylko wzrokiem. Elide padła na pryczę, mając nadzieję, że oddali się w ten sposób od wiedźmy.

Przecież mikrokawalerka to najnowszy trend i marzenie każdego młodego człowieka!

I czemu wiek Manon ma wpływ na ocenę wnętrza? Przecież gardzi dziećmi, to nie planuje mieszkania dla rodzinki.

Przywódczyni Skrzydła wpatrywała się w nią przez dłuższą chwilę.

– Wybieraj, wiedźmiątko. Niebieska czy czerwona?

– Co takiego?

– Masz w sobie niebieską krew czy czerwoną? Zdecyduj. Jeśli jest ona niebieska, mam nad tobą władzę, a małe gnojki takie jak Vernon nie mogą krzywdzić nikogo z mego rodu. Chyba że sama wyrażę na to zgodę. Jeśli zaś twa krew jest czerwona… Cóż, ludzie mało mnie obchodzą, a to, co Vernon z tobą zrobi, może się okazać ciekawą rozrywką.

Laska, czy ty masz rozdwojenie jaźni? Wcześniej rzuciłaś, że masz gdzieś, jakie pochodzenie ma Elide.

– Dlaczego proponujesz mi taki wybór?

Manon obdarzyła ją bezlitosnym półuśmieszkiem. Jej żelazne kły rozbłysły.

– Bo mogę.

Argument na poziomie bachorka.

A więc Manon zastawiała na niego pułapkę, w której Elide była przynętą. Jeśli ogłosi, że jest wiedźmą, a Vernon zabierze ją, by rozciąć jej brzuch i umieścić w nim kamień, Manon będzie miała powód, by go zabić.

Elide miała przeczucie, że Przywódczyni Skrzydła na to właśnie liczy. Ryzyko jednakże było w tym przypadku zbyt słabym określeniem. Musiała podjąć głupią, wręcz samobójczą decyzję, ale lepsza taka decyzja niż żadna.

Kolejny raz pogchamp dla Elide, że nie ma zaufania do nikogo i wybiera mniejsze zło, by przeżyć.

Zostać wiedźmą, która nie kłania się żadnemu mężczyźnie… Być może udałoby się jej czegoś nauczyć przed ucieczką. Być może dowiedziałaby się, jak to jest mieć kły i szpony! Być może wiedziałaby, jak ich używać.

Akurat samodzielność bez mężczyzn pasuje do straumatyzowanej Elide. Za to inne kojarzy mi się z kidosem, co ekscytuje się nowymi mocami. Nie ma gwarancji, że dresiara cię czegoś nauczy.

– Błękitna – szepnęła. – Mam błękitną krew.

– Dobry wybór, wiedźmiątko – rzekła Manon. Te słowa były jednocześnie wyzwaniem i rozkazem. Przywódczyni odwróciła się, ale rzuciła przez ramię: – Witaj wśród Czarnodziobych.

Wiedźmiątko. Elide patrzyła na plecy Przywódczyni. Przypuszczalnie popełniła największy błąd w życiu, ale… Ale niespodziewanie ze zdumieniem odkryła, że wreszcie gdzieś przynależy. To było dziwne uczucie.

Jak wspomniałam, nie wiem czy przynależenie do patologicznej rodziny jest czymś pozytywnym.

Wolałabym bym być po wieki wieków skazana na siebie niż na bandę agresywnych patusiar, więc jak najbardziej powielam twoje zdanie, Ciemna Gwiazdo.

Podsumowanie rozdziału:

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 221

Royal pussy: 109

If you’re evil and you know it clap your hands: 210

Nowe szaty zabójczyni: 216

Światek z kart: 242

Przez twe ostrza, twe ostrza mordercze oszalałem: 149

Ideałów nie ma, ale jest Aelin: 161

Czy na sali jest lekarz?: 33

Zbędne cięcie: 123

Moda na cytat: 21

Sweet home Taras: 26

Wiek to tylko liczba: 22

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz