poniedziałek, 24 lutego 2025

KRÓLOWA CIENI – ROZDZIAŁ 30 i 31

 

Rozdział 30

Narzekałam ostatnio na rozdziały z perspektywy Aediona, więc książka się nade mną ulitowała i dała mi część z perspektywy Doriana, która liczy całe pół strony.



Mam jedno, zasadnicze pytanie – po co? Te rozdziały n i c nie wnoszą, a nawet psują wrażenie. Gdybyśmy nie mieli perspektywy Doriana, to nie wiedzielibyśmy, czy rzeczywiście jeszcze funkcjonuje, czy valg już zupełnie przejął nad nim kontrolę. To zaś syciłoby naszą ciekawość i wyjawienie tej tajemnicy mogłoby być niezłym punktem kulminacyjnym. Tymczasem przez te przeklęte zapychacze nie czujemy nic, bo wiemy, że Dorian wciąż ma minimum świadomości.

Dobrze, załóżmy jednak, że autorka miała taką wizję. Mogłaby w takim razie wykorzystać te rozdziały, by uchylić nam rąbka tajemnicy, pokazać, co dzieje się na dworze, jakie siły polityczne spierają się w pałacu, co planuje król. Tylko że nic takiego nie robi! Zamiast tego po raz kolejny czytamy angsty o tym, jak to Dorian wolałby być martwy i jak to nikt o nim nie pamięta. Chryste Panie, ile można? Jedynym, co wyróżnia ten rozdział od poprzednich jest fakt, że demon w ciele Doriana prowadzi go do jakiejś sali, gdzie przechowywane są korony z innych królestw i mówi, że niedługo będzie ich więcej, może nawet z innych wymiarów. Tyle. Nic innego się nie dzieje.

Nie będę się dalej rozpisywała, podsumuję tylko dzisiejszy rozdział jednym słowem – żenada.

Wiesz, po co intrygi pałacowe, kiedy mamy dialogi o braku majtek!

Podsumowanie rozdziału:

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 236

Royal pussy: 109

If you’re evil and you know it clap your hands: 211

Nowe szaty zabójczyni: 221

Światek z kart: 248

Przez twe ostrza, twe ostrza mordercze oszalałem: 162

Ideałów nie ma, ale jest Aelin: 168

Czy na sali jest lekarz?: 35

Zbędne cięcie: 129

Moda na cytat: 23

Sweet home Taras: 40

Wiek to tylko liczba: 26

 

Rozdział 31

Jak widać w poprzednim życiu musiałam kogoś zabić, ponieważ znowu mi się trafił zaszczyt analizowania perypetii wiedźm. Podziwiam Laptopcjusza, że nie rzucił pomysłu analizy po pierwszym ich rozdziale.

Powiem ci, że zaczęłam je doceniać po rozdziale z perspektywy Aediona. Wolę bandę Karyn niż kazirodczego simpa.

Manon wpadła do ogromnego namiotu wojennego Perringtona, odrzucając ciężką klapę z taką furią, że jej żelazne szpony pochlastały płótno.

– Dlaczego mojej Trzynastce nie wolno się zbliżać do sabatu Żółtonogich? Wyjaśnij mi, i to w tej chwili! – wyrzuciła z siebie, ale nagle zamarła, gdy książę, stojący w środku namiotu, odwrócił się ku niej gwałtownie. Jego twarz była posępna oraz – co Manon musiała przyznać z odrobiną ekscytacji – nieco przerażająca.

To nagle jak ktoś jest przerażającym człowiekiem, to potrafi w tej patusce wzbudzić respekt?

I tak, ja też jestem zaskoczona informacją na wejściu jak wy. Z jednej strony przez ciągłe zmiany perspektyw musiałam ogarnąć, o co Manon chodzi i myślałam, że znowu Maas wymyśliła na poczekaniu, ponieważ nic nie było wcześniej o blokowaniu dostępu do Żółtonogich. Z drugiej strony może autorka wreszcie chciała czegoś nie tłumaczyć nam sto razy i zaserwować nam sensowny konflikt.

– Wynocha! – warknął. Jego oczy połyskiwały niczym żarzące się węgle.

Trafił swój na swego, ale pewnie tak samo bym się zachowywała, jakby Manon weszła do mojej prywatnej przestrzeni.

Wiedźma skupiła jednak uwagę na postaci stojącej za księciem.

Zrobiła krok naprzód, choć mężczyzna ruszył ku niej.

Kaltain, ubrana w czarną suknię ze śliskiego materiału przywodzącego na myśl utkaną noc, stała przed klęczącym, drżącym młodym żołnierzem i wyciągała bladą dłoń w kierunku jego zniekształconej grymasem twarzy. Wokół niej płonęła nieczysta aura czarnego ognia.

Nowe szaty zabójczyni: 222

O ile później wątek kreacji pojawi się w sensownym momencie, tak teraz nie wiem, czemu Manon o tym wspomniała.

– Co tu się dzieje? – spytała Manon.

– Wynocha! – powtórzył książę, i znalazł w sobie tyle tupetu, by spróbować złapać wiedźmę za ramię.

If you're evil and you know it clap your hands: 212

TUPETU?! Jeżeli komuś wchodzisz do chaty i nie rozumiesz prostego komunikatu, to co ma zrobić? Umyć podłogę przed każdym stawianym bożym krokiem wiedźmy?

Ta wyminęła mężczyznę, nie patrząc nawet na niego. Była całkowicie skupiona na tym, co robiła ciemnowłosa dama.

Nowe szaty zabójczyni: 223

Manon widzi, że Kaltain torturuje jednego z żołnierzy Perinngtona jakąś magią.

Książę znów usiłował pochwycić Manon, ale mu się wymknęła.

– Pora na wyjaśnienia!

– Nie wydajesz tu rozkazów, Przywódczyni Skrzydła! – parsknął Perrington. – Won stąd!

Szkoda, że te dresiary w ogóle nie słuchają tych ludzi, ale dobrze, że Vernon z Perringtonem próbują stawiać im granice.

– Co tu się dzieje? – powtórzyła.

Książę znów się na nią rzucił, ale niespodziewanie rozległ się jedwabisty kobiecy szept:

– To cieniogień.

Oryginalnie.

Chociaż muszę przyznać, że ten neologizm w języku polskim ma w sobie jakiś urok.

Przynajmniej nie jest napisany z wielkiej litery.

Perrington zamarł, jakby zaskoczony tym, że Kaltain się odezwała.

– Skąd się bierze ten cieniogień? – zapytała Przywódczyni Skrzydła.

Ta kobieta była taka niska, taka chuda. Jej suknia wydawała się być utkana z pajęczyn oraz cieni. W górskim obozie było zimno, nawet jak dla Manon. Czyżby ta dama nie chciała okryć się płaszczem? A może było to jej już obojętne? Choć prawdę mówiąc, gdy się ma w sobie ów ogień… Może nie potrzebowała już ciepłego odzienia.

Jakby powiedział Leszek Balcerowicz – celne. Tylko czy jedynie mi nie pasuje, że laska, która nie ma empatii wobec istot innych niż wiedźmy, tak przejmuje się typiarą, której prawie nie kojarzy? O ile rozumiem troskę wobec Elide, która okazała się jedną z nich, tak tutaj nie bardzo.

– Ze mnie – odpowiedziała Kaltain martwym, pustym, a zarazem złowieszczym głosem. – Zawsze we mnie był… Uśpiony. Ale się rozbudził. Uformował na nowo.

– A co on robi? – spytała Manon.

Książę również się zatrzymał i skupił uwagę na młodej kobiecie, zupełnie jakby rozgryzał jakąś zagadkę, jakby jeszcze na coś czekał.

Kaltain uśmiechnęła się blado do żołnierza, trzęsącego się przed nią na zdobnym, czerwonym dywanie. Jego złocistobrązowe włosy migotały w nikłym świetle lampy.

Nowe szaty zabójczyni: 224

KUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUURWA. Na Boga, po co nam informacja o włosach typa z tła?

– Choćby to – szepnęła i zgięła delikatne palce.

Cieniogień wystrzelił z jej rąk i powlókł żołnierza niczym druga skóra.

Mężczyzna otworzył usta w bezgłośnym wrzasku. Jego ciało przeszyły drgawki. Zadarł głowę ku sufitowi namiotu i szlochał, ogarnięty bólem, którego nikt nie słyszał. Na jego skórze nie było jednak żadnych śladów, zupełnie jakby cieniogień przywoływał tylko ból, jakby przekonywał ciało, że było palone.

Manon nie mogła oderwać oczu od człowieka, który miotał się w agonii na dywanie. Z jego oczu, nosa i uszu ciekły strużki krwi.

Całkiem ciekawe, ale wydaje mi się, że jeżeli ktoś zdechnie, to samo użycie takiej magii rzuci cień podejrzeń.

Doceniam też Maas, że starała się, by ekspozycja czaru nie była tępa jak mózg po ośmiu lekcjach zajęć w liceum. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Rozumiem, że Perrington chciał jakoś zmusić Kaltain, by otworzyła się przed nim, stąd nie wygonił ostatecznie Manon. Dziwi mnie jednak, że musiała otworzyć się akurat przy tej patusiarce. Wydaje mi się, że Kaltain mogła trochę podsłuchać o Manon i nie wiem, po czym stwierdziła, że to osoba godna zaufania. Zwalam na karp jej słabego samopoczucia, ale no nawet Elide jako wiedźma jest sceptycznie nastawiona do Czarnodziobej.

– Dlaczego go torturujecie? – spytała cicho księcia. – To szpieg buntowników?

Perrington podszedł do Kaltain i spojrzał prosto w jej pustą, piękną twarz. Uwagę kobiety jednakże pochłonął całkowicie młodzieniec.

– Nie – odpowiedziała znów. – To zwykły mężczyzna.

Wypowiedziała te słowa bez śladu jakichkolwiek emocji.

Wiecie, oni są tak źli, że torturują swoich dla eksperymentów, kalecząc tym jakąkolwiek logikę. Czemu mając tyle osób do eksperymentów i mając zasoby, by kogoś przyprowadzić, oni wzięli się za bogu ducha winnego człowieka? Czemu to Manon ocenia jako coś złego, gdy dla zabawy zabijała niewinnych wieśniaków?

If you're evil and you know it clap your hands: 213

Światek z kart: 249

Perrington każe kończyć Kaltain i wygania ją do innej części namiotu.

Kaltain wstała posłusznie niczym lalka, niczym duch i ruszyła w stronę ciężkich, czerwonych zasłon. Suknia czarna niczym noc wiła się wokół niej i łopotała. Prześlizgnęła się między kotarami i znikła, jakby była mgłą.

Nowe szaty zabójczyni: 225

Już trzeci raz, w tym samym rozdziale, mamy informację o kolorze sukni Kaltain. Czy naprawdę odbiorcy Maas to takie osoby?



Książę podszedł do młodego mężczyzny i uklęknął przy nim na ziemi. Ten próbował się podnieść. Jego twarz była wilgotna od łez i krwi. Perrington ujął jego głowę w swe ogromne dłonie, spojrzał Manon w oczy i jednym ruchem skręcił mu kark.

Stęskniłam się za yaoicowymi łapami Perringtona. Wreszcie wykorzystano je do czegoś innego niż szkalowanie szlachcica.

Chrzęst kości nieszczęśnika przeszył wiedźmę niczym uderzenie w strunę harfy. W innej sytuacji zachichotałaby, ale przez ułamek sekundy czuła ciepłą, lepką, błękitną krew na dłoniach i rękojeść ściskanego mocno noża. Przez chwilę znów podrzynała gardło owej Crochan.

W tej sytuacji Manon się nie śmieje, bo robi to Perrington, który jest zły dla każdego poza królem i Vernonem?

Żołnierz był martwy, a książę się podniósł.

A ja miałam nadzieję, że Perrington tylko pomasował biednemu kark. :c

– Czego chcesz, Czarnodzioba? – spytał.

Jego słowa, podobnie jak śmierć Crochan, były ostrzeżeniem. Miała trzymać zęby na kłódkę.

O ile rozumiem, że Perrington załatwił tego typa, to czemu Manon puszcza wolno, nawet bez żadnej pewnej gwarancji, że nie palnie ani słowa?

Niemniej miała zamiar już napisać do babki. Chciała opowiedzieć jej o wszystkim, co tu się działo – zarówno o tym incydencie, jak i o tym, że sabat Żółtonogich przepadł jak kamień w wodę i nikt go nie widział, od chwili gdy zeszły w podziemia Twierdzy. Wiedziała, że Matrona przybędzie tu natychmiast i zacznie patroszyć ludzi.

I o tym mówiłam XD Tutaj absolutnie nie dziwi mnie reakcja Manon.

Manon wraca do tego, po co w ogóle weszła i kłóci się z Perringtonem:

– Świadomie ignorujesz moje rozkazy. Dlaczego więc miałbym spełniać twe zachcianki, Przywódczyni Skrzydła?

Perrington baza.

– Jeszcze trochę i nie będzie komu wsiąść na te przeklęte wywerny, jeśli zamkniesz nas wszystkie i poddasz eksperymentom rozrodczym.

Były przecież wojowniczkami! Były wiedźmami Żelaznozębnymi, a nie klaczami rozpłodowymi. Nie życzyła sobie, by przeprowadzano na nich eksperymenty. Była przekonana, że babka rozszarpie księcia na kawałki.

Rozumiem argument o braku jeźdźców do wywern, ale same zgodziłyście się na taką współpracę. Specjalnie wypchnęłaś Żółtodziobe, by samemu nie brać udziału w eksperymencie.

– Mówiłem ci, że chcę dostać Czarnodziobe, a ty sprzeciwiłaś się mojej woli.

– A więc to kara? – warknęła.

Niezależnie od wszystkiego Żółtonogie nadal pozostawały przecież Żelaznozębnymi. Podlegały jej zwierzchnictwu.

Nie mów mi, że nagle się nimi przejmujesz, jak ciągle na nie nadawałaś, odkąd pojawiłaś się na kartach powieści.

– Och, nie, skądże znowu. Ale jeśli jeszcze raz zlekceważysz moje polecenie, być może postanowię cię ukarać. – Przechylił przy tych słowach głowę, a jego ciemne oczy rozbłysły. – Wśród Valgów, jak zapewne wiesz, są książęta. Potężni i sprytni, zdolni rozsmarowywać ludzi po ścianach. Bardzo im zależało na tym, by sprawdzić się w walce z wami. Być może odwiedzą wasze koszary. Zobaczymy, kto przetrwa tę noc. Byłby to, nawiasem mówiąc, doskonały sposób na pozbycie się słabszych wiedźm. W mojej armii nie ma miejsca na marnych żołnierzy, nawet jeśli miałoby to pociągnąć za sobą zmniejszenie naszej liczebności.

Mam świadomość, że to są groźby, lecz wytłuczenie jeźdźców wywern nie ma sensu.

Przez chwilę Manon słyszała jedynie ryk własnej krwi. Groził jej. Ten człowiek, który przeżył jedynie cząstkę tego czasu co ona, ośmielił się jej grozić. Ten nędzny śmiertelnik…

Jak to mówiłaś? Każdy otrzymuje śmierć, na jaką zasługuje. I jak widać nie taki nędzny, jeżeli jego groźby na ciebie działają.

Mnie dziwi, że ta idiotka nawet się nie zorientowała, że to nie są słowa Perringtona – śmiertelnika, człowieka – tylko zamieszkałego w nim valga.

Wiesz, kiedy ktoś obraża dumę Mary Sue 2, to nie zwraca się uwagę na szczególiki.

„Ostrożnie – odezwał się głos w jej głowie. – Kieruj się sprytem”.

Przydałoby się. Wreszcie popieram posłuchanie się Manon.

Manon pochyliła się więc lekko, uznając jego słowa, i spytała:

– A co z innymi twoimi… zadaniami? Co się dzieje za górami, które otaczają tę dolinę?

Książę przyglądał się jej. Wiedźma patrzyła mu w oczy i wytrzymywała napór nagromadzonego w nich mroku. Odkryła w nim coś wijącego się, co nie należało do tego świata.

If you're evil and you know it clap your hands: 214

To chyba dobrze, bo znaczy, że nie jest człowiekiem, no nie?

– Nie chcesz wiedzieć, co jest hodowane i wykuwane za tymi górami, Czarnodzioba. Nie zawracaj sobie tym głowy i nie wysyłaj tam zwiadowców, bo już nie ujrzą blasku dnia. Zostałaś ostrzeżona.

Ludzki robak najwidoczniej nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wyszkolone były jej Cienie, ale nie miała zamiaru go uświadamiać. Kiedyś mogła przecież wykorzystać tę słabość.

Perrington wielokrotnie pokazał na książkach, że jest przerysowanym saganem, lecz ta kwestia nic nie sugeruje, że na pewno nie ma pojęcia o wiedźmach.

Niemniej to, co się działo w górach, nie było właściwie jej zmartwieniem – miała przecież na głowie Żółtonogie i resztę legionu.

Wskazała ruchem głowy martwego żołnierza.

– A do czego chcesz używać tego cieniognia? Do tortur?

Widziała, że jej kolejne pytanie obudziło u księcia gniew.

To świetnie szło u Manon używanie rozsądku.

– Jeszcze nie podjąłem decyzji – powiedział z trudem. – Na razie Kaltain będzie eksperymentować. Potem być może nauczy się puszczać z dymem armie naszych wrogów.

Płomienie, które parzą, ale nie pozostawiają śladu, wypuszczone na tysiące ludzi. Wspaniała wizja, choć nieco groteskowa.

Wydaje mi się, że bardziej groteskowe są stuletnie kobiety zachowujące się jak licealistki z Wrednych dziewczyn.

Manon pyta Perrigtona, czy będzie na kim to wszystko wykorzystać. Ten ujawnia, że babka robi dla niego broń, o czym Czarnodzioba nie wiedziała. To tylko pokazuje, jaka tam występuje solidarność jajników.

– Jakiej broni? – spytała wiedźma, nie przejmując się tym, że podczas tak ważnej rozmowy należy zachować spokój.

Wiedziałam, że długo nie wytrzyma w swoim postanowieniu XD

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 237

Książę uśmiechnął się i zniknął za kotarą, która zakołysała się lekko i odsłoniła na moment Kaltain, leżącą wśród futer na łóżku. Wiedźma patrzyła na jej nagie, szczupłe ramiona i otwarte, lecz niewidzące oczy. Była pustą w środku skorupą.

Okej, Perrigton przedmiotowo traktuje Kaltain, ale zachodzę w głowę, czemu pokazuje swoją sypialnię z nagą kochanką lasce, której nie znosi.

Broń.

Dwie bronie – Kaltain i to, co przygotowywała jej babka.

A więc to dlatego Matrona nadal przebywała w Kłach wraz z pozostałymi Najwyższymi Wiedźmami. Jeśli we trójkę łączyły wiedzę, mądrość i okrucieństwo, by stworzyć broń przeciwko śmiertelnikom… Po plecach Manon spłynął dreszcz, gdy po raz ostatni spojrzała na ludzkie zwłoki na dywanie. Nie miała pojęcia, jak działała owa broń i co wymyśliły Najwyższe Wiedźmy, ale ludzie nie mieli żadnych szans.

Dla takiego hejtera rodzaju ludzkości, to przecież świetna wiadomość.

Mamy przerwę i tym razem Manon mobilizuje inne wiedźmy do wzmocnienia ochrony. Powiadomiła też Matronę.

Elide zerwała się ze snu. Było jej ciepło i czuła się wypoczęta, ale nie miała odwagi, by zaczerpnąć tchu. Nadal trwały ciemności, ale blask księżyca już przygasł i powoli wstawał świt. W mroku z trudem dostrzegła połysk śnieżnobiałych włosów i błysk żelaznych kłów i szponów. Och, na bogów.

Każdy gigachad tak powinien reagować na widok tej prukwy.

Chciała zdrzemnąć się jedynie na chwilę, a tymczasem spała pewnie ze cztery godziny. Abraxos nawet nie drgnął, a jego skrzydła dalej ją osłaniały. Po spotkaniu z Asterin i Manon każda kolejna godzina, zarówno we śnie, jak i na jawie, była dla Elide koszmarem. O najróżniejszych porach dnia i nocy dopadał ją paraliżujący lęk i nie mogła złapać tchu. Wiedźmy nie zawracały sobie nią głowy, choć oświadczyła, że płynie w niej błękitna krew.

https://www.youtube.com/watch?v=N6e5i49loRQ

Elide przypomina sobie, że tego wieczoru nie weszła do swojego pokoju, ponieważ miała podejrzenia, że Vernon tam jest.

Poszła więc dalej, aż do oświetlonej blaskiem księżyca wieży wywern, gdzie jej wuj nie ośmieliłby się zapuścić.

Nie wątpię w słuszność podejrzeń Elide i czemu zrezygnowała ze spania u siebie, ale czemu zadecydowała się na wywerny? Jak pamiętam wiedźmy musiały się uczyć funkcjonowania z nimi. Nie boi się, że urwą jej głowę? Poza jakimś bezpieczeństwem, bo Vernon tam nie wchodził, to dla mnie za duże ryzyko.

Wierzchowce Trzynastki spały zwinięte w kłębek niczym koty bądź tkwiły na swych grzędach nad przepaścią. Abraxos, leżący po lewej stronie na brzuchu, nie spał i śledził jej ruchy ogromnymi, bezdennymi oczami, nie mrugając. Gdy podeszła tak blisko, że poczuła smród padliny z jego pyska, powiedziała:

– Muszę się gdzieś przespać. Tylko dziś.

I akurat wybrała tego Manon? No ja nie mogę.

Wcześniej było wspomniane, że przyglądał się Elide z ciekawością i wydawał się jej na swój sposób ludzki, więc powiedzmy, że trochę ją rozumiem. Poza tym jest najmniejszy ze wszystkich wywern, więc wzbudza pewnie najmniejszą grozę.

Stwór poruszył nieco ogonem, aż żelazne kolce zazgrzytały na podłodze. Merdał nim niczym pies. Był śpiący, ale cieszył się, że ją widzi. Nie warknął przy tym, nie pokazał też żelaznych zębów gotowych połknąć ją w dwóch kęsach.

Zwierzak wreszcie spotkał wiedźmę, która nie zachowuje się jak bandyta i oszalał.

Elide zresztą wolałaby zostać pożarta, niż spotkać się z tym kimś, kto czekał w jej pokoju.

I absolutnie nie miała żadnego innego kąta do wyboru, by się ukryć przed Vernomem?

Elide ostatecznie próbuje zasnąć oparta o ścianę.

Zaszeleściło siano i Abraxos się przybliżył. Zlękniona Elide gotowa była zerwać się i rzucić do ucieczki. Wywerna wyciągnęła jedno skrzydło ku niej, jakby ją zapraszała. Jakby ją zachęcała, by usiadła przy niej.

Nawet nie jestem w szoku, że wywerna lepiej opiekuje się nową rekrutką niż inne wiedźmy.

– Proszę, nie zjedz mnie – szepnęła dziewczyna.

Aż mi się przypomniał ostatni polubiony przeze mnie YTP z Barbie.

Ostatecznie Elide wtula się Abraxosa.

Bok wywerny okazał się zaskakująco miękki niczym znoszona skórzana kurtka. Był też ciepły niczym piecyk.

O ile ciepłoty nie będę się tak czepiać, bo wywerna jest magiczna istotą i mogą być stałocieplne w przeciwieństwie do gadów. Tylko jak czytałam, to taka skóra gadów właśnie nie jest za specjalnie przyjemna w dotyku, bo ma zrogowacenia.

Pomimo tego, że zwierzęta strasznie walą, to Elide zasypia bez problemu.

Smród Abraxosa musiał przytłumić jej ludzki zapach, gdyż Przywódczyni Skrzydła nie miała pojęcia o jej obecności. Stwór zaś leżał tak nieruchomo, że Elide zapytała się w myślach, czy i on o niej zapomniał.

To może jednak ci źli ludzie nie walą tak strasznie.

Głosy dobiegały ze środka wieży. Dziewczyna zmierzyła dystans między śpiącą wywerną i drzwiami. Może udałoby się jej wymknąć, nim ktokolwiek zdołałby ją zauważyć.

– Nie mówcie nikomu. To musi pozostać w tajemnicy. Jeśli któraś się wygada, zginie z mojej ręki.

– Jak sobie życzysz – rzekła Sorrel.

– Mamy powiedzieć o tym Żółtonogim i Błękitnokrwistym? – spytała Asterin.

– Nie. – Głos Manon zabrzmiał niczym krew i rzeź. – Tylko naszym.

– Nawet jeśli kolejny sabat zgłosi się do następnej tury eksperymentów? – spytała Asterin.

Przywódczyni Skrzydła warknęła tak przerażająco, że na plecach Elide podniosły się włoski.

– Smyczy nie da się bardziej skrócić.

– A jeśli ta smycz się zerwie? – spytała wyzywająco wiedźma.

– A jeśli złamię ci kark? – odgryzła się Manon.

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 238

Kolejny powrót do rozkminy o tym, jak one tyle ze sobą wytrwały.

Teraz! Teraz, póki się kłócą.

Nie no, ja naprawdę czytam jakąś komedię, że najgroźniejszym wrogiem potężnych wiedźm jest ich nieznośny temperament.

Dziewczyna była już coraz bliżej wyjścia. Niemalże dotarła do progu, gdy Manon odezwała się słodkim głosem:

– Gdybyś miała choć odrobinę zdrowego rozsądku, Elide, zostałabyś pod skrzydłem Abraxosa do chwili, kiedy sobie pójdziemy.

Oczywiście w ostatniej chwili nie udało się i oczywiście przez Manon.

Podsumowanie rozdziału:

Halo, policja? Proszę przyjechać do Erilei: 238

Royal pussy: 109

If you’re evil and you know it clap your hands: 214

Nowe szaty zabójczyni: 225

Światek z kart: 249

Przez twe ostrza, twe ostrza mordercze oszalałem: 162

Ideałów nie ma, ale jest Aelin: 168

Czy na sali jest lekarz?: 35

Zbędne cięcie: 129

Moda na cytat: 23

Sweet home Taras: 40

Wiek to tylko liczba: 26